Wstałam razem z Natkiem, zrobiłam mu śniadanie i chwile się pobawiliśmy. Potem zawiozłam go do Mamy i przyszłam później do pracy. Obiecałam wrócić o 17.
I tak też się zjawiłam u Mamy. Po drodze pojechaliśmy kupić coś na obiado-kolacje. Młody szalał na sklepie, biegał między półkami. Ale bez scen.
Później weszliśmy do sklepiku prasowego, każdy wybrał sobie gazetkę i wróciliśmy do domu.
Mąż robił obiad a my się bawiliśmy.
Nataniel zaczął coraz więcej mówić, zaskakuje nas sformuowaniami, pytaniami, dociekaniem. Naprawdę czasami mamy oczy jak pięć złotych ze zdziwienia ale i radości. :)
Do końca miesiąca jest zawieszony w przedszkolu, kilka razy próbowaliśmy zagaić temat ale Natek nie rozwija myśli, mówi, że nie chce wracać. Albo, że dzieci nie chcą się z nim bawić i nic więcej.
Musimy podjąć decyzje co dalej żeby nie opłacać miejsca do którego nie będzie chodził.
Koniec dnia to czytanie bajek, zwykle kilku i przytulanie się do czasu aż Natek zaśnie. Wczoraj ja też się zdrzemnęłam koło niego. Wstałam, pogasiłam światła i też poszłam spać.
Około 2 już w łóżku było nas więcej, czyli mały dreptuś i kot. Trochę jest nam niewygodnie ale ja uwielbiam kiedy junior śpi koło mnie. :)))