Zaczął się miło. Obudziłam się otoczona jakimiś drobnymi ramionkami. Otwieram oczy i widzę uśmiech mojego skarba. Poprzytulaliśmy się trochę i wstaliśmy.:)
Potem było trochę gorzej bo młody człowiek nie chciał się ubrać, nie chciał jechać do babci i coś tam jeszcze. Ale koniec końców trochę spóźnieni wyszliśmy.
U babci Nataniel ma jak w raju. Czuje się tam bardzo dobrze, bawi się cały dzień mimo, że ma tam niewiele zabawek.
Chodzi tam na spacerki, na zakupy do osiedlowego warzywniaka, do sąsiadki na soczek.:)
Jak dzwoniłam dziś to słyszałam radosne piski.:)))) Fajnie. :)
I apetyt mu tam dopisuje.
Przyjechałam po pracy, zjadłam obiad i umówiłam się, że skoczę jeszcze do sklepu kupić mu kombinezon. Trochę kręcił nosem ale się zgodził za gumisie. Niestety dałam ciała bo obudziłam się na koniec lutego a wyprzedaże już się kończą i nie ma rozmiaru młodego. Obleciałam kilka dziecięcych sklepów typu Smyk, Coccodrillo itp i w żadnym nie ma nic na 104/110. Ale jestem zła.
Wróciłam za to z gumiasiami, młody obiecał babci, że dziś to nie ale jutro zostanie u niej spać.
Po drodze tankowaliśmy, tłumaczyłam na czym to polega, czemu pan stawia pachołek przed nami tankując nam gaz.
Wróciliśmy do domu, pobawiliśmy się chwile i poszłam szykować łóżko. Poczytałam kilka bajek, potem przytuleni leżeliśmy. Gdy Nataniel zasnął miałam plan popracować ale jak widać plany się zmieniły. ;)
A obiecałam swoim podatnikom, że lada dzień dostaną roczne rozliczenia.
Jednym okiem zerkam na tv, drugim tutaj. Chyba zaraz ucieknę do łóżka z książką ze szkoły bo mam póki co jeden egzamin do poprawki. Z zarządzania zasobami ludzkimi.
Miłego wieczoru.