Nowa stylizacja 2010-06-15 00:08:36 ;) Lubię u Nataniela dłuższe włosy, jest mu tak zdecydowanie lepiej. Ale, że jest lato i młody po upalnym dniu ma włosy w mokre strączki poszliśmy do fryzjera. Pani dostała przykaz żeby nie za krótko. W domu Tata wyciągnął swój żel do włosów i ustylizował młodego na małego buntownika. Którym jest bez wariacji na głowie. Wariatuńcio Mały fan techniki ze służbowym telefonem taty  A tak wygląda normalnie bez stylizacji ;) Uświadomiłam sobie ten upływ czasu, że to już 3,5 roku. Że to już nie maluszek ale mały chłopiec, który zadaje dziesiątki pytań dziennie, uważnie obserwuje, zdarza mu się rzucić celną ripostę. Którego codziennie zapewniam o uczuciach o tym, że jest ważny. Mój syn Spacer na święcenia:) 2010-04-06 00:22:47 Nie wiem co napisać o świętach. Na pewno były za krótkie, minęły nie
wiem kiedy. Nie wydarzyło się nic szczególnego, ot po prostu dwa
spotkania z rodzicami i poniedziałkowe leniuchowanie w domu. Ale od
początku. W piątek w pracy mieliśmy wolne. Poszłam tylko na chwile,
po drodze zajechałam na pocztę. Od rana porządkowałam, pucowałam i
prałam. Ale czułam już zmęczenie. Zawzięłam się jednak i praktycznie
do nocy biegałam ze ścierką. Na sobotę chciałam sobie zostawić tylko
wieszanie firanki i odkurzenie. No nie wyszło dokładnie tak bo w sobotę
rano odsuwałam kpl i sprzątałam pod spodem ale gdy przyszła siostra koło
14 właściwie miałam posprzątane. I dlatego ją pogoniłam za bieganie w
butach. ;) Wcześniej kiedy robiłam ostatnie porządki panowie
pomalowali jajka i upiekli babeczki. Mąż zrobił kapustę i pyszny żurek.
Resztę jedzenia dostaliśmy od rodziców. Zaczęłyśmy szykować
koszyczki ze święconkami i poszliśmy spacerkiem do kościoła.  d Była
fajna pogoda więc Natek przy okazji pobiegał sobie. Bo on mało chodzi,
on głównie biega.:) W kościele był bardzo grzeczny, dzielnie trzymał
swój koszyczek i wysoko podnosił przy kropieniu.:) Później to już był
szalony spacer z bieganiem, zbieraniem kwiatków i kamyków. Wiosenne porządki 2010-03-28 10:29:35 Umyłam wczoraj okna. Miałam małego pomocnika. Zeszło nam trochę dłużej czasowo ale było fajnie. No i mieliśmy większe zużycie płynów i ścierek ale co tam dla tych wspólnych chwil. Okna czyste a myśmy spędzili cały dzień razem. Później zrobilam porządek w pokoju pomocnika. Odświeżyłam kąty, zmieniłam pościel, uporządkowałam zabawki i powiesiłam wypraną firankę. :) Niestety oprócz kilku prań w zasadzie nie zrobiłam nic więcej. Padłam przed północą po krótkiej prasówce. Na dziś nie robię planów bo krzyż daje mi się we znaki no i to niedziela. Trzeba trochę odpocząć. Zresztą w kolejce czekają segregatory z pracy do sprawdzania bo podatnicy chcą roczne rozliczenia. Brakuje mi czasu na wszystko. I nieźle już odczuwam zmęczenie, ale byle do końca kwietnia. Odpocznę w święta trochę. No i muszę się wyrobić z pracą do 29 bo rodzice chcą wyjechać na wieś. Mąż deklarował wzięcie wolnego na te ostatnie dni kwietnia ale ja wiem, że jak zwykle to tylko słowa. I będę pracowała z młodym u boku. Zaczynam sobie coraz lepiej dawać radę sama. Bilans dnia 4:0 2010-03-24 01:10:14 W kwestii sporów Na dzień dobry popstrykałam się z mamą. Ogólna atmosfera niestety się udziela i jeśli kolejny raz usłyszałam, że Natek biega bez kapci i dlatego choruje nie wytrzymałam i coś palnęłam. Wiem nie powinnam ale ile razy można mamie mówić, że to dom, że jest ciepło a choruje się z wirusów, bakterii, wyziębienia nie przebiegnięcia się po domu bez kapci. Ech Poszłam do pracy. Przyszedł podatnik a prywatnie znajomy. Kuzynka męża naprawiała u niego samochód. Sprawa zakończyła się awanturą. Chciałam poznać jego wersję wydarzeń. Później spokojnie przekazałam jej, że może poniosły ją emocje, że to mechanik jest od tego by się znać. Że mieli coś tam jeszcze zrobić ale nie chcieli tylko zabrali auto nakrzyczeli i odjechali. Trudne to. Obiecałam sobie nie polecać nikogo nikomu bo później tak to się kończy. A szkoda. Później przyszła siostra a ja właśnie kontaktowałam się z Providentem. Odłożyłam telefon i rozmawiałyśmy o mojej sytuacji. Teraz nas poniosły emocje. Owszem nie uważam, że nasza sytuacja jest wynikiem naszych błędów, złych obliczeń, złych decyzji itd. Ale my naprawdę staramy się rozsądnie dysponować środkami. Położyła nas szkoła męża bo miała być opłacona ze roczną premię a firma jej w tym roku nie wypłaciła. Uczelnia bardzo pilnuje kwestii finansowych więc żeby dostać indeks i kartę zaliczeń trzeba było być na bieżąco. Nie mieliśmy wyboru. Pobrałam środki w wysokości 2 tysięcy z niby swojej firemki i mąż uzupełnił kartę, zdał indeks i ma zaliczony I semestr socjologii. Tylko w czwartek ja tą kwotę potrzebuję na VAT bo moja szefowa mnie zlinczuje. Próbowałam gdzieś wziać taki nieduży kredyt ale banki chcą mnóstw dokumentów, część odrzuca wniosek bo uznaje, że mój kredyt konsolidacyjny jest zbyt dużym obciążeniem. Chcę iść jutro do Chwilówek albo Providenta bo już nie mam wyjścia. No i na koniec dnia tak jak czułam nastąpiła nerwowa wymiana zdań z mężem. Prosiłam żeby chwile pobawił się z Natkiem i żebym mogła coś zrobić. Ale już nawet nie o to chodzi ale o to by pobyli razem. Cały weekend był w szkole, wczoraj robił gdzieś komputer jutro wyjeżdza na 3 dni. To dziecko niedługo zapomni, że ma tate. Na komputer mu nie szkoda czasu. Ale do zabawy go nie ciągnie. Mi też się często nie chce ale z nim można robić już wiele rzeczy. Wczoraj porządkowaliśmy szafę, dziś mi przybijał dekrety na fakturach siostry. A zasłaniać się pracą, zarabianiem....jego wybór. Ja też pracuje. Nadrabiam pracę nocami jak nakarmię, wykąpię i uśpię młodego. Potem ogarniam mieszkanie, wieszam pranie, zmywam, ścieram podłogi i siadam do księgowania. Już właściwie codziennie nadrabiam księgowania w domu bo mama przychodzi później i wychodzi wcześniej. Jest u mnie 6 godz. I przyjmuję to bo jest zmęczona, schorowana i to dla niej wysiłek. Tylko to ja na nią czekam, ja biegnę do domu ją zwolnić. Jak młody jest u niej to ja go wożę i odbieram. Uważam, że nie powinno tak być. Ale każda rozmowa kończy się bo ja pracuję, bo ja dłużej, bo ja muszę odreagować pracę itd itp. Ok. Tylko nie chcę słyszeć pretensji, że jak młody się uderzy to woła mnie. Jak się przytula to ze mną i jak mówi, że kocha to mnie. Skończył mi się cukier, dobrze, że znalazłam kilka takich saszetek, wypiłam kawę z resztką mleka. Kawa zresztą też się kończy, gazownia upomina się o zapłatę. Chciałam prosić tate o pomoc czyli wzięcie kredytu i ja bym go spłacała. Moim zdaniem to dobre rozwiązanie wyzerować sytuacje i sobie radzić z tym co jest. :( Wyprzedaję co się da, Natka rzeczy, kolczyki, jakieś rzeczy z domu. Żeby chociaż na codziennie zakupy spożywcze było. Zamknęłam 2 miesiące księgowań, dokończyłam bilans, jestem zmęczona, dziś idę położyć się wcześniej. Niedługo przydrepcze Nacio do nas. :) Lubię go mieć koło siebie. :)
Praca praca praca 2010-03-23 10:44:30 Jestem teraz w pracy po 12 godz a później zabieram jeszcze segregatory do domu. Mamy w biurze taką zasadę, że zanim zrobimy roczne zeznanie to zamykamy po kolei miesiąc po miesiącu księgowania, robimy nowe wydruki i nanosimy obowiązkowe numerki z książek. Czasami podatnik coś jeszcze doniesie w trakcie roku, czasem są jakieś korekty więc troszkę się to zmienia. I mam pewność, że wszystko jest przejrzane i sprawdzone. A przewertowanie kilkudziesięciu segregatorów to jednak sporo czasu. Tak więc od jakiegoś czasu wszystkie wieczory spędzam z fakturami i pieczątką KPiR. :) Niestety dawno temu gdy zaczynałyśmy z biurem nie zrobiłyśmy nawet symbolicznej opłaty za roczne zeznanie, także wszystkie nasze nadgodziny są w pewnie sposób nie płatne. Trudno może kiedyś jeśli sama jakiś cudem zdobędę ten certyfikat ciut zmienię umowy. I tak udało nam się wywalczyć drobne podwyżki na początku roku bo kolejny raz wrosły płace minimalne więc trzeba było dołożyć coś do budżetu. A budżet kiepski bo szkolenia, aktualizacje programów, wszystko kosztuje. Mąż dba o biuro od strony technicznej, wszystko mamy legalne, aktualne a to niestety kosztuje. Zaczęłam odczuwać przyjemność z tej pracy. Zawsze lubiłam pracować ale teraz staram się by nie było to tylko wykonywanie obowiązków. Choć bywa różnie. Ale przeciwnie niż moja teściowa myślę, że da się ją polubić. No i skoro ją kontynuuję a nawet uczę się w tym kierunku czas znaleźć w tym dobre strony. Chciałabym zostać wolontariuszką w jakimś schronisku, poszukam gdzieś ogłoszeń, może sporadycznie gdzieś mi się uda pomagać. To dla mnie ważne.
Sobota w szkole 2010-03-20 10:17:27 Rano ksiegowałam bo Natek spał u babci. Muszę ze wstydem przyznać, że było miło obudzić się bo chciałam choć też nie do końca. Nikt nie wołał, nikt na nic nie czekał. Popracowałam trochę i pojechałam na wykłady. Choć kołatała się myśl by pracować cały dzień. Ale wykład był ciekawy a na dodatek za notatki i bycie część grupy dostała 3 pkt. Odwiozłam koleżankę z grupy i pojechałam do mamy po Natka i coś zjeść. Taka radość ze spotkania to coś niesamowitego. :) Natek opowiadał, że był wujek Darek z rodzinka. I jego synuś Bartuś jest fajny i on chce do niego jechać. Może kiedyś bo Bartuś nie ma nawet roku więc za bardzo się panowie nie pobawią, ale za kilka miesięcy to już co innego. Wujek podarował Natkowi pistolet na wodę. Także po powrocie do domu, zaraz była kąpiel i wodna bitwa. Dołączył do niej mąż z innym pistoletem też na wodę. :) Później powygłupiali się trochę, pośmialiśmy się razem na tapczanie. No i czas spania nadszedł. Pogoniłam męża żeby poczytał coś a ja zaraz go zmienię. Dałam radę przeczytać jedną bajkę, po czym zarządziłam przygaszenie świateł przytulanie i spanie. Szczerze mówiąc nie wiem które z nas zasnęło pierwsze. ;) ;) Przeniosłam się do dużego pokoju, podrzemałam jeszcze chwile i zabrałam się za księgowanie. Po czym obeszłam mieszkanie, powyłączałam co się dało i też poszłam spać.
|