Kolonista 2010-07-14 13:13:48

Wrócił!!!
Szczęśliwy, opalony, koszmarnie pokąsany przez komary. Zrobił się samodzielny. Nauczył się wydawać pieniądze. Wydał wszystko - ze 100 zł zostało 13 groszy :-)
Książka w reklamówce razem z mokrymi kąpielówkami. Większość skarpet nie noszona (żeby na dłużej wystarczyło).
Chce jechać znowu :-)))
Ufff, całe szczęście

Obok w linku fotka mojego szczęśliwego kolonisty :-)
Pozdrawiam wakacyjnie, zwłaszcza tych co muszą pracować.

Wyjechali na wakacje wszyscy nasi.... 2010-06-19 00:00:46

Niedługo tak będę mogła nucić pod nosem....
Michał jedzie pierwszy raz na kolonie (sam bez mamy :-) )
Oczywiście odzywa się we mnie kwoka, ale decyzja o wysłaniu go na kolonie była raczej rodzicielska, bo latorośl raczej początkowo był oporna ;-)
Czas na usamodzielnienie, przy rodzicach to się nie uda!

No to czekamy teraz na koniec roku szkolnego i następnego dnia Michał wyjeżdża nad jezioro. Kolonie są fajne, z bogatym programem zajęć i rozrywek, więc nudzić się pewnie nie będzie. Pewnie wróci brudny, opalony, pokąsany przez komary, ale szczęśliwy (oby). Ciekawe czy będzie nosić inne bluzki poza ulubioną i czy umyje sam głowę?
Co będzie jadł, czy zdąży zjeść tak jak inne dzieci? Czy nie będzie wybrzydzać i domagać się stale placków ziemniaczanych i sera żółtego?

Pytań mam mnóstwo.....
Oby mu się spodobało i chciał tam wracać. Ja wieki temu byłam w tym samym miejscu i w tej samej co on roli :-)

Trochę inaczej niż zwykle 2010-05-03 23:57:55

Jesteśmy, jesteśmy....
Zapracowani, zalatani w wirze obowiązków, odrabiania lekcji, nadrabiania pracowych zaległości, wyznaczania nowych celów. Odnosiłam już wrażenie, że codzienność nas przygniata, powala i nie daje oddychać. Coraz częściej atmosfera robiła się nerwowa...
Coraz silniej odzywała się porzeba odpoczynku....

Wbrew nawałowi prac zrobiliśmy sobie odpoczynek od codzienności....... i od dzieci

Dzieci nasz majowy wyjazd zniosły nad wyraz dobrze :-)
Dziadkowie w takich sytuacjach to jest to!
Nie odbyło się bez wpadek (odrobienie lekcji za Michała przez jego kuzyna w tajemnicy przed babcią), ale najważniejsze, że przetrwały, nie rozniosły babcinego domu i wróciły zadowolone.

My też :-))))

Dmuchając kaszę :-) 2010-03-12 22:49:05

Nie ma co, Aniutka mi rośnie :-0
Niedługo będzie z niej pełna gębą przedszkolak. A tak niedawno to Michał przestępował próg przedszkola z uśmiechem na ustach, machał mi ręką i znikał w drzwiach nie oglądając się za siebie....
Teraz przeżywać to będę kolejny raz. WRZESIEŃ zbliża się dużymi krokami ;-)
Kiedy w ubiegły wtorek przestępowaliśmy próg Aninego przyszłego przedszkola w ramach dnia otwartego, znów dopadły mnie nerwy: jak sobie poradzi, czy nie będzie siedziała w kątku i płakała... Podobno dzieci zachowują się inaczej w przedszkolu, jak w domu. A Ania to niezły urwis, potrafi dać w kość Michałowi :-)

No to poszliśmy. Na początku niepewność, była cichutka jak trusia. Pani zaprowadziła ją do sali i przedstawiła dzieciom.
Ania prawie od razu poczuła się w sali jak u siebie ;-)
Od razu ruszyła w stronę zabawek. Nikt nie mógł jej przeszkodzić. Zabierała, jeśli coś chciała mieć. Spychała dzieci z krzesełek, jeśli sama chciała usiąść.
Pociagnęła za włosy dziewczynkę, która zabrała jej zabawkę.
Wszędzie była pierwsza. Wszędzie chciała zajrzeć, zwiedzić. Chodziła po całej sali zupełnie bez strachu czy nieśmiałości.
W toalecie była ze trzy razy, tak się jej podobało. Piła przedszkolny kompocik też kilka razy, z przedszkolnego kubeczka.
Kiedy pani zaczęła rozstawiać talerze do obiadu, ona już wpakowała się na krzesło i czekała na "ziupę".
Kiedy zaczęto rozkładać leżaczki, ona już zdejmowała buty i już leżała na pierwszym. Potem pomagała wyciągać pościel i chciała z jednej skorzystać.

W sumie źle nie było, ale wygląda na to, że aniołkiem w przedszkolu to moja córeczka nie będzie ;-)

Tym razem zębowo... 2010-01-26 23:04:30

No cóż, po raz kolejny dowiaduję się, że moje starsze dziecko nie jest "normalne" - że coś co u innych jest normalne, zwyczajne - wcale takie nie musi być u Michała.

Tym razem będzie o zębach.
Okazało się, że zęby Michał odziedziczył po tatusiu, który mleczaki miał wyrywane zespołowo przez kilka dentystek na raz.
Mleczaki Michała mają korzenie dwa razy dłuższe niż same zęby. Na zdjęciu wyraźnie jest to widoczne. Idą zęby stałe, a obok siedzą sobie korzenie mleczaków, czyli mijają się :-(
Na dodatek rosnące stałe są duże i rosną jedne na drugich, bo nie ma miejsca.
Dodam, że Michłowi do tej pory wypadły tylko 4 jedynki mleczne - reszta się dzielnie trzyma (Michał ma skończone 10 lat - reszta jego klasy już dawno chodziła szczerbata, a etap wyrastania zębów stałych mają już dawno za sobą).
Na kolejnej wizycie u ortodonty (tym razem ze zdjęciem) dowiedzieliśmy się jeszcze jednej nowiny. Michał nie ma wszystkich zawiązków zebów. Nie będzie miał wcale dolnych dwójek...
Zaś kły rosną mi jak u dzika ;-) zakrzywione. Mało który ząb rośnie prosto...

Konsekwencją tamtej wizyty była kolejna, tym razem u naszej ulubionej dentystki. Choć nie taka przyjemna, jak inne do tej pory. Wyrwaliśmy pierwszą korzeniastą dwójkę mleczną, za dwa tygodnie czeka go rwanie kolejnej. Wszystko by te stałe miały więcej miejsca i by trochę prościej rosły.

Dzielna Ania :-) 2009-12-10 22:12:48

Tym razem będzie tylko o Ani. Zaliczyliśmy ostatnio szpital i masę różnych badań. Ania była przewspaniała :-) Była otwarta na wszelkie nowości, cała sytuacja (pobyt w szpitalu) wyzwoliła w niej wielką ciekawość i otwartość na ludzi. Chciała wszystko zobaczyć, ze wszystkimi się zapoznać i pogadać. Rozbawiała pielęgniarki, lekarzy i inne dzieci na oddziale (te w większości w wieku około 15-17 lat) - zupełnie nie miała oporów by wchodzić do innych sal i się bawić i zagadywać nastolatki :-)
A wszystkie badania znosiła z wielkim spokojem, nawet pobieranie krwi i wkłuwanie wenflonu. Nawet nie pisnęła i nie zabierała ręki. Badania wymagające spokojnego leżenia zrobiono bez kłopotu.
Po narkozie (miała jedno badanie w uśpieniu)anestezjolog lekko ją wybudził i powiedział, że teraz przez godzinę będzie senna i żeby dać jej spać. Tylko anestezjolog zamknął za sobą drzwi, a Ania pstryk i już siedziała, a po chwili biegała po sali. Inne dzieci po takim wybudzeniu były cały dzień ospałe......

Cały pobyt była wesolutka, ruchliwa, pocieszała koleżankę z sali (w takim samym wieku), prowadziłą ją za rączkę na badania :-)
Tylko ja się za nią nabiegałam ;-)

Mam naprawdę dzielną córeczkę i kocham ją nad życie :-)
info: kliknij aby zobaczyc wieksze

autor: EwG
Okruchy naszego życia Trochę zdjęć poniżej w linkach :-)
dzieciaki:
»Michal
ur. 2000-01-10

» Anusia
ur. 2007-04-14



subskrybcja jeśli chcesz otrzymywać @ o nowych wpisach na tym blogu, wpisz swój adres e-mail poniżej: