W obliczu tragedii narodowej 2010-04-14 22:09:00 Do dziś z niedowierzaniem odtwarzam emocje i obrazy jakie spadły na nas jak grom z jasnego nieba. W jednej chwili Nasza Ojczyzna utraciła 96 niezwykłych osób, dla których słowo Ojczyzna oznaczało Boga, Honor, Miłość i oddanie. Cały świat wstrzymał oddech i zastygł w niezrozumieniu, zaskoczeniu i bólu. W głowach Polaków kołatało zdanie zasłyszane w mediach- Prezydent Lech Kaczyński nie żyje...
Komunikat prasowy: Samolot z Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej i oficjalną delegacją państwa polskiego - w sumie 96 osobami na pokładzie rozbił się w okolicach Smoleńska.
I to już koniec? A może początek... Każde nazwisko z tej listy, to wielka historia, pogrążona w smutku i żałobie rodzina, przyjaciele. To obolała Polska... Trudno pisać, kiedy każde kolejne słowo, zdanie wydaje się zbyt mało pojemne, odpowiednie do sytuacji. Kiedy własne myśli Ne potrafią uporządkować w żaden odpowiedni tekst, szukam myśli innych.
10 kwietnia podczas Mszy św. Sprawowanej w intencji naszej Ojczyzny na jasnej Górze Przeor klasztoru O. Roman Majewski wypowiedział mocne słowa:
"Bracia i siostry katyńskiego lotu, co powiecie nam teraz, co powiecie Polsce, co powiesz nam Panie Prezydencie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, co powiecie wy, czcigodni małżonkowie Lechu i Mario Kaczyńscy, czyż nie osierociliście swej Ojczyzny " wołał w homilii przeor Jasnej Góry " Co powiecie biskupi i kapłani, co powiecie dzieci rodziny katyńskiej, co powiecie panowie ministrowie, panie i panowie Parlamentu Rzeczypospolitej, co wy powiecie panowie generałowie nam dziś? Powiemy wam: módlcie się o Boże miłosierdzie dla nas i dla Ojczyzny naszej, miłujcie Boga i Polskę"
"Matko, Królowo Polski, przyjmij twoje dzieci, które dziś stanąć miały nad grobami poległych oficerów żołnierzy wojska polskiego, przyjmij tych, którzy mieli wypełnić swój obywatelski, patriotyczny, narodowy obowiązek, Matko przyjmij ich do siebie" prosił Maryję kaznodzieja.
W telewizji mogliśmy słyszeć:
"Są pytania, których nie należy stawiać nawet Bogu" tak mówił metropolita warszawski abp Kazimierz Nycz podczas mszy w intencji ofiar katastrofy. Duchowny dołączył do wiernych na warszawskim Kole, po zakończeniu ceremonii powitania trumny z ciałem prezydenta.
"Cisną się pytania: dlaczego? Czasem chcielibyśmy stawiać te pytania ludziom i kiedyś przyjdzie na to czas. Ale czas żałoby nie jest na te pytania właściwy. Czasem człowiek chciałby te pytanie postawić samemu Panu Bogu, ale są pytania, których nawet Panu Bogu nie powinno się stawiać. Niepojęte są nasze losy, te wszystkie sytuacje, które przeżywamy" - mówił na zakończenie mszy żałobnej na warszawskim Kole abp Nycz.
Msza św. w intencji zmarłego prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i ofiar tragedii pod Smoleńskiem odbyła się też 11 kwietnia na Jasnej Górze w ramach obchodów 20. Pielgrzymki Rodzin Katyńskich. Eucharystii odprawionej o godz. 11.00 w Kaplicy Matki Bożej przewodniczył ks. Franciszek Dylus, kapelan Rodzin Katyńskich Ziemi Częstochowskiej, a koncelebrowało kilkunastu ojców paulinów na czele z generałem Zakonu OO Paulinów o. Izydorem Matuszewskim.
"W Katyniu i okolicach 70. lat temu umierał śmiercią męczeńską kwiat polskiej inteligencji. Z ziemi ojczystej uprowadzeni do ziemi nieludzkiej, tam kule sowieckiej nienawiści do tego, co polskie i katolickie, zabiły ponad 22 tys. Polaków, których bezimienne ciała wrzucono do zbiorowych grobów - mówił w powitaniu o. Mieczysław Polak podprzeor sanktuarium " Naród nasz stracił ludzi wspaniałych, gotowych służyć Ojczyźnie swoim życiem, elitę polskiej nauki i kultury, oficerów i podoficerów Wojska Polskiego, policji, profesorów, nauczycieli, lekarzy, artystów, prawników, księży, kapelanów wojskowych. Tak, jak 70. lat temu ziemię tę zbroczyła niewinna krew, tak wczoraj największą cenę poległym przed laty złożyli Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej z małżonką i najwyżsi dostojnicy państwowi kraju, politycy, ludzie kultury, członkowie Rodzin Katyńskich i duchowni z bp polowym Wojska Polskiego Tadeuszem Płoskim. Tej Mszy św. miał przewodniczyć Kapelan Federacji Rodzin Katyńskich ks. Andrzej Kwaśnik, który też tam zginął. Udawali się do Katynia, by oddać hołd zamordowanym żołnierzom, którzy wyznaczać będą przez długie jeszcze lata kryteria obywatelskiej godności oraz miłości Ojczyzny"
"Gromadzimy się dziś tutaj na Jasnej Górze, by usiłować zrozumieć znaki czasu, ten bardzo bolesny znak, i stać się wielką modlitwą "podkreślał w homilii ks. Franciszek Dylus jedną z takich otwartych ran pozostaje sprawa zamordowania polskich oficerów w Związku Sowieckim w roku 1940. Do tej rany dołączyła się od wczoraj nowa, jakże bolesna, spowodowana katastrofą i tragiczną śmiercią Prezydenta Rzeczypospolitej śp. Lecha Kaczyńskiego wraz z małżonką i z wielu czołowymi osobistościami nawy państwowej. Dziś dzieląc ból, żałobę i smutek z całą Polską, a zwłaszcza z najbliższymi tych, którzy zginęli w katastrofie, z ciężkim sercem w kolejnej Pielgrzymce Rodzin Katyńskich przychodzimy do Ciebie, Matko Zbawiciela i Królowo Polski. Spoglądamy z bólem na Twoją Cudowną Ikonę o twarzy znaczonej bliznami, aby przy Tobie, Stolico Mądrości umieć przyjąć i właściwie odczytać ów bolesny znak, zarówno ran sprzed 70. laty, jak i tej rany z minionego dnia"
Trzeba i nam z wiarą spojrzeć i przyjąć, i uwierzyć, że rany tych z Katynia, Miednoje Charkowa, Bykowni i tylu innych miejsc kaźni są dla nich i dla nas również ranami chwalebnymi, i takimi pozostaną w historii, bo są ceną wierności ich męstwa, ceną zapłaconą za ich święte credo, streszczające się zaledwie w trzech słowach: Bóg, Honor - co znaczyło dla nich sumienie - i Ojczyzna - mówił ks. Franciszek Dylus - I choć zostali uśmierceni, zwyciężyli duchem, są chlubą i chwałą naszego narodu, mimo całego tragizmu, jaki towarzyszył ich śmierci. To ich ofiara wciąż jeszcze w błogosławiony sposób ciąży, by obnażać do końca zbrodniczość tamtego bezbożnego systemu i pomaga wciąż jeszcze wyzwolić się pewnym kręgom narodów spod presji zakłamania, niewrażliwości sumienia, rozmywania prawdy i historycznej arogancji. Ostatnia też podróż Prezydenta ze swoją świtą służyła tej prawdzie, to oni chcieli oddać powinny hołd w imieniu całego narodu, tej ich wielkiej ofierze. Chcieli się pojawić z sercem pełnym wdzięczności, hołdu i modlitwy, na tym szczególnym miejscu na cmentarzu katyńskim"
"Nie dojechali na spotkanie z grobami, z mogiłami tych, co polegli, zostali zamordowani w Katyniu, ale w Chrystusie Zmartwychwstałym mamy nadzieję, że spotkali się z nimi w innym wymiarze świata, tam po drugiej stronie życia, gdzie teraz sięgają tylko oczy wiary i sięgają moce ducha -podsumował kaznodzieja -Nam zaś pozostawiają to ważne przesłanie wierności, wierności dziedzictwu, tak dziś nieraz marnotrawionemu . Uczmy się kochać ludzi, uczmy się szanować wartości, uczmy się szanować autorytety, uczmy się, więc u Stolicy Mądrości wyciągnięcia na każdy dzień najgłębszych wniosków z tego, co dziś przeżywamy, i co czynimy przedmiotem naszej modlitwy"
W ostatnich dniach wraz z uczniami zastanawiam się nad tym czy powinniśmy się wstydzić łez? Czym dla nas jest patriotyzm? Czym dla każdego z nas jest Polska? Czy potrzebuję odczuwania tożsamości narodowej? Co zostanie w naszej pamięci? Czy współodczuwanie bólu, rozpaczy zmieni nas w środku?
oskarki 2009-12-30 09:54:02 Zauważyłeś jak Kacper nazywa znicze? Tak - oskarki. Dla niego jest to po prostu jednoznaczne, jeśli potrzebujemy znicz, potrzebujemy go dla Oskarka. W dalszym ciągu z niedowierzaniem przychodzimy do Ciebie z dwójką zwariowanych braci. Kochanych i szalonych, rozbieganych, uśmiechniętych. Pamiętam każdą wigilię, i każdy "oskarek" zapalony tuż przed wieczerzą. Każdy z nich inaczej odcisnął się w naszym sercu.
Przyznaję, że zabieganie, codzienność i częste chorowanie Kacpra skutecznie odwraca moją matczyną uwagę od łez i bólu. Może to taki Wasz podstępny niebiański plan?
Tegorocznym motywem przewodnim w dekoracjach świątecznych są anielskie skrzydła. Dzięki nim czujemy się choć troszeczkę bliżej tej tajemnicy, która Cię otacza.
Niech się święci 2009-11-01 10:25:26 i to głównie w mej pamięci. Tego mi najbardziej potrzeba. I spokoju w sercu. Ten listopad zamraża we mnie ludzkie odruchy. Boję się go. Wiem, że w świetle wiary nasz syn dziś świętuje swoją doskonałość. Jestem matką, która ma pewność, że jeden syn osiągnął wieczną szczęśliwość. Ale... Łatwiej było czuć rodzaj ukojenia dawniej. Teraz więcej we mnie rozbicia. Bo przecież ileż razy można przeżyć śmierć własnego syna... Ja ją wciąż przetrawiam w sobie. Może to sygnał niepogodzenia? Nie wiem. Coraz więcej tego nie wiem we mnie.
Gdybym dziś zdawała egzamin z macierzyństwa marna byłaby moja nota...
Kocham, ale w poraniony sposób
Wszystkim rodzicom ze skrzydłami w sercu przesyłam dziś moc ciepła Ile to juz lat? 2009-10-16 19:12:56 Pierwszy raz nie liczę, pierwszy raz nie opłakuję aż tak mocno, bo tym razem zastosowałam metodę ślimaka, który schował się w swojej muszelce. Łapię chwilę, łatam dziury w duszy uśmiechami Kacpra i Huberta. Może to też jest metoda?
To nie znaczy, że nie boli, że nie tęsknię, że już nie napadają mnie znienacka wypłakiwania poduszkowe.
Ale umiem też cieszyć się z tej naszej anielsko ziemskiej plątaniny myśli i uczuć.
Pogrzeby 2009-07-16 11:55:15 Wczoraj uczestniczyłam w ceremonii pogrzebowej sąsiadki. Kobieta miała 57 lat.
Miała bardzo trudne życie za sobą. Pamiętam jej uśmiech, życzliwość, szczere zaciekawienie i troskę, to że w biegu zawsze umiała się zatrzymać, by zapytać o samopoczucie innych.
Wiele lat temu wygrała walkę z rakiem, z nałogiem męża nie udało jej się wygrać.
Na pogrzeb przyszło mnóstwo ludzi, dużo bieli w ubiorze, kwiatach.
Kiedy ceremonia zdawała się już dobiegać końca nad grobem stanęła jej przyjaciółka. Pięknie, choć z wielkim trudem, opowiedziała o ich zażyłości, latach dzieciństwa, młodości, dojrzałości, o tym jaka była. Wszystkich ogromnie urzekła tym przybliżeniem, łzy kręciły się w oczach. Potem nastąpiła cisza, zebranie sił i część druga, krótka i bardzo wymowna, w której z odwagą wyznała, że to tylko część jej życia . Druga pełna była cierpienia, trudów i upokorzeń. Nie mogę zapomnieć o ostatnim zdani: Nikt z nas nie mógł jej pomóc, pomógł jej Bóg zabierając ją do siebie.
Każdy swoje myślał odkąd dowiedział się o śmierci, wszyscy wiedzieli o problemie choć ona sama nigdy się nie skarżyła, ale pierwszy raz spotkałam się z takim wyznaniem wobec ogromnej ilości ludzi. To taki największy biały kwiat położony wczoraj na stosie pamięci. 7 lat razem choć osobno 2009-06-05 08:59:05 Bardzo dużo się dzieje w naszym życiu ostatnimi czasy. Zbierane w pośpiechu myśli osiadają na dnie serca i czekają na lepszy moment. Ale przecież nie ma lepszych i gorszych momentów do poprawki. Ciepło się robi, kiedy kolejny raz odczytuję dowody Waszej pamięci o nas, o Oskarku. To Wy pomagacie zbierać dowody jego istnienia. W naszych blokowych metrach jest gwarno, Hubert po wakacjach zaczyna zerówkową przygodę, Kacper spróbuje swoich sił w przedszkolu. Integrują się kapitalnie (choć ze zgrzytami jak wszędzie) Dumna z nich jestem przeogromnie. Oczywiście wybiegam myślami w pułapkę coby było, gdyby...
Oskarek pakował plecak pierwszoklasisty, jechalibyśmy nad jeziora w pięciosoobowym składzie, jakie dialogi podsłuchiwalibyśmy przy takiej poszerzonej gromadce...
Ale mamy to, co mamy - i to też jest piękne, ze swoimi obdartymi poranieniami, ale piękne...
|