Jeszcze w starym roku słów kilka, no bo jakże mogłabym inaczej -wszak Jan świętował swe 10-te urodziny i zima nastała i Święta były i tak szybciutko minłęły. Długo nie pisałam bo dopadły mnie jakieś paskudne problemy z oczami - był i okulista i neurolog ,wreszcie leki i perspektywa rezonansu magnetycznego głowy bo... no bo własnie nie wiadomo co mi jest - a dwoi się i troi przed tymi moimi oczami kiedy chce i jak chce :(. Raz lepiej raz gorzej. A roboty było po kokardkę .
A więc Jaś, mój mały Jaś skończył 10 lat. To nasze 10 wspólnych lat - pięknych choć trudnych na początku , z rodzinnymi zawirowaniami, decyzjami odwracającymi nasze życie o 180 stopni .
A teraz już dziesięciolatek - super facet , o niespotykanym wręcz u równolatków radosnym usposobieniu i wspaniałym dobrym sercu . Mądry, elokwentny, wygadany mój najdroższy bałaganiarz ! Synku STO LAT !

Urodziny w domu odbyły się starym zwyczajem dwuetapowo , nie wiem czy jeszcze dla kolegów i koleżanek z klasy zrobimy - do pewnego momentu towarzystwo bawiło się w salach zabaw - teraz podrośnięci nieco już nie chcą się tak bawić - zobaczymy więc .
Pierwszy tort - makowy - mej produkcji , kolejny już z Michaelem Jacksonem przypominającym Janosika - to już nie ja :)


A po urodzinach wpadliśmy w wir przygotowań do świąt - mogłam liczyć na mojego pomocnika


Moment niepewności - co TAM jest ?

No i czasem warto dostać coś o czym Mikołajowi w liście się nie pisało :)) Ale skoro tak się lubi to co lata - ten Mikołaj wie wszystko !
Chwile spędzone w samotności z wyczekiwaną książką też są super
Tradycyjnie też w drugi dzień świąt przed udaniem się 'w gości ' podejrzeliśmy świąteczną Warszawę i szopki w kościołach


