Ferie się kończą , ale wyjazd udał się - w zasadzie pod każdym względem: i pogoda dopisała ( poza jednodniową śnieżycą Miriam :) ) , jedzonko wyborne , stoki wcale nie zatłoczone, młody poczynił kolejne postępy w jeździe na nartach, zajęcia 'nadprogramowe' wypaliły - czyż można chcieć więcej ?
oto miejsce naszego pobytu

a to narciarz


a tu białczańskie klimaty - gdy piękna pogoda






a tu gdy śnieg i zawieja



Poza nartami chodzilismy tez na ' oponki '



Porą wieczorową- godna polecenia , odkryta w tym roku pizza prosto z pieca z kucharzem, który klął jak szewc, ale pizze robił wyborne . mniam... paluszki lizać



w domu dzieciaki też się nie nudziły - tu mały obrazek zabaw wspólnych :)

A w drodze powrotnej , krótka 2,5 godzinna wizyta na rynku w Krakowie - na ciacho i kawkę ( no i przy okazji wzbogaciłam się o parę nowych akwarelek :) . A Kraków to tylko dlatego , że zakopiankę przejechaliśmy w jakieś kosmiczne 1,5 godziny - szok , nigdy wcześniej tak szybko się to nie udało !


A ciacho było z takim oto widokiem

Dodam jeszcze tylko , że w górach to taka normalna ilośc sniegu leżała , podobnie w Krakowie co widać dobrze na zdjęciach - nie to co tu po powrocie ... Śniegu na wysokość ogrodzeń :( I gdzie to się wszystko podzieje ? Oj trzeba sie rozejrzeć za dobrymi sniegowcami ...